08.07.2011 :: 10:57
400! Dużo, ale minęło jakoś szybko... Spokojnie. Owszem były burze, mniejsze i większe, ale nigdy nic poważnego. I oby tak dalej.
Jeśli chodzi o uczelnię, to też jest dobrze. Na chwilę obecną zostały mi jeszcze dwa przedmioty, z czego jeden załatwiam w przyszłym tygodniu, a ten jeden zostanie na wrzesień, bo czasu brakło ;) I tak we wrześniu siedzę na tyłku w mieście, bo mam praktyki, więc nie robi mi to za dużego problemu.
Inne sprawy też się układają. Wszystko powoli zmierza ku dobremu. W sumie, ogólnie rzecz biorąc, czuję spokój. I jest to dla mnie cholernie ważne.
skomentuj (0)
10.06.2011 :: 18:17
Intensywny dzień, ale jakże przyjemny.
Pobudka 6:00 (środek nocy normalnie). Szybki prysznic, śniadanie, ubrać się, ogarnąć pokój i wyjść. Oczywiście trasę sobie wczoraj przygotowałam, żeby to wszystko miało ręce i nogi. Ok, zdążyłam na pierwszy tramwaj. A gdy drugi podjechał, to się zdziwiłam, bo kończył trasę o 10 przystanków wcześniej niż mnie było potrzebne (zapomniałam tego sprawdzić). 15 minut starałam się dodzwonić do kogoś, kto poszedł na to spotkanie, żeby w moim imieniu uprzedził, że się spóźnię, bo pierdoła jestem. W końcu dotarłam. I okazało się, że byłam 7 osobą (na 46 które powinny być). Później pogadanka i zwiedzanie ośrodka. Rewelacja po prostu. Zrobione z pomysłem, naprawdę wielki plus. Kupiłam kolczyki. Jak tylko je zobaczyłam, to stwierdziłam, że muszę je mieć. Ach, rewelacja. Później pogadałam na temat czegoś, na czym mi zależy i udało mi się dopiąć swego, mam szansę, tylko oby tego nie skiepścić. Jak już wszystko dobiegło końca, to wróciłam do miasta, i idąc sobie, rozglądałam się po sklepach. No i jak to kobieta, zobaczyłam sklep z butami. Kupiłam buty. Dalej załatwienie paru spraw z moim M. i można było lecieć do domu.
Mogłabym tak częściej.
skomentuj (0)